27 kwietnia 2022
fot. Andrzej Cichoń / Opoka.photo

Napełnieni po brzegi

Tydzień 2 / Otworzyło się niebo / dzień 6

oprac. WŻCh Lublin / DA KUL

Chrzest Pana Jezusa w Jordanie: Łk 3, 15-16; 21-22

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem».

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

 

Modlitwa przygotowawcza: Panie, spraw, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty ku Twojej służbie i chwale.

Postaraj się przez chwilę trwać w pragnieniu jedności z Bogiem we wszystkim, czym żyjesz i co robisz.

Obraz: Zobacz Jezusa nad Jordanem, gdy spotyka Jana i przyjmuje od niego chrzest.

Prośba o owoc: Prosić o dogłębne poznanie Pana, który dla mnie stał się człowiekiem, abym Go bardziej kochał i więcej szedł w Jego ślady – za wstawiennictwem Maryi, Jego Matki, przez Jej Niepokalane Serce.


1. Spotykamy dziś Jezusa u progu nowego etapu, do którego przygotowywał się przez wiele lat prostego życia w Nazarecie. Towarzyszyła Mu tam kochająca obecność najbliższych – Maryi, a także Józefa, który w czasie wydarzeń teraz rozważanych prawdopodobnie już nie był obecny wśród żywych. Codzienność pracy, modlitwy, milczenia, prostych gestów, relacji pełnych zaufania i miłości tworzyła środowisko, w którym dojrzewała misja Jezusa, który otwierał się na to, co najgłębsze i najważniejsze.

Musiał jednak nadejść ten dzień, niewątpliwie będący owocem długiego oczekiwania i pragnienia, by wypełniło się to, po co przyszedł na świat: spotkanie tak wielu ludzi, których kochał i za którymi tęsknił. „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49). By jednak mogło się to stać, wszystko musiało zmienić się na zawsze, także relacja z Matką.

Maryja nie zatrzymała Go dla siebie, pozwoliła Mu odejść, choć na pewno nie było to dla niej łatwe. Możemy tu przywołać scenę Ich pożegnania, pełnego miłości, która – choć jest czuła – nie osłabia, ale dodaje odwagi i nadziei. Uczmy się od Niej uszanowania wolności własnej i tych, których kochamy. Być może w naszym życiu jest także coś, co musimy pozostawić, aby móc podjąć dalszą drogę.

2. […] idzie mocniejszy ode mnie […] On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Jan jest tym, który rozpoznaje Jezusa, wie, kim On jest, i potrafi wskazać Go innym. Wpatrując się w Niego umie właściwie i jasno rozpoznać również swoją własną tożsamość i misję. Bardzo podobnie jest z nami – „dopiero patrząc w oczy Jezusowi, możemy odkryć, kim jesteśmy, zrozumieć siebie, swoją godność i powołanie” (Jan Paweł II, Homilia na Placu Zwycięstwa w Warszawie, 2 czerwca 1979 r.). Prośmy, abyśmy rozpoznając w Jezusie naszego Zbawiciela i Pana, mogli być przez Niego ochrzczeni Duchem Świętym i ogniem.

3. […] otworzyło się niebo […] „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Kiedy Jezus z pokorą zanurzył się w wodach Jordanu, które przyjęły już taką mnogość ludzkich grzechów, sam Ojciec odpowiedział na Jego zaufanie, miłość i gotowość podjęcia ryzyka.

Także nad nami otwiera się niebo, kiedy zgadzamy się przyjąć własne życie w jego niepowtarzalności, całej naszej historii, także tej trudnej, bogactwie darów i nieznanym jeszcze do końca potencjale. Poprzez nasz chrzest staliśmy się przecież naprawdę dziećmi Bożymi. Ojciec chce, byśmy mu zaufali i pozwolili się prowadzić. Pragnie, aby Jego słowa: „Tyś jest mój syn umiłowany/córka umiłowana, w Tobie mam upodobanie” wybrzmiały i znalazły swój głęboki oddźwięk w naszym sercu.


Rozmowa końcowa: W zjednoczeniu z Jezusem przyjmującym chrzest, za wstawiennictwem Maryi, powierzmy Ojcu całe nasze życie: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.


ilustracja: Victor Delhez