23 marca 2024
fot. unsplash.com / grafika: JH

A myśmy się spodziewali…

Tydzień 4 / konferencja 5

oprac. Magdalena Witkowska
pobierz medytację (PDF)

ZAFASCYNOWANIE BOGIEM

Czytałam kiedyś książkę, w której były więzień opowiadał o tym, jak będąc osadzonym, kupił od innego współwięźnia Biblię. Kosztowała go dwa papierosy. Czytając dalej, odkrywałam, jak kolejne wersety i rozdziały Ewangelii mocno i głęboko poruszały tego człowieka, jak w nim pracowały. I pojawiła się we mnie tęsknota. Tęsknota za takim właśnie czytaniem Ewangelii. Pomyślałam, że chciałabym ją czytać z takim zaintrygowaniem, zaangażowaniem i otwarciem, jakbym ją miała przed oczami pierwszy raz w życiu.

Zaczęłam się zastanawiać, jakby to było zachwycić się cudami Jezusa, otworzyć się na treść kolejnych rozdziałów, rozważać, co będzie dalej. Tak rzeczywiście dać się porwać temu, co jest w Ewangelii. Tak naprawdę, do głębi wejść w doświadczenie męki, moment śmierci, kiedy Jezus wołał do Boga, czemu Ten Go opuścił. A potem, czytając dalej, tak na serio, tak rzeczywiście skonfrontować się z czymś tak niezwykłym jak zmartwychwstanie…

To poruszenie obudziło we mnie pytanie: Co się w ogóle stało, że nie czytasz Ewangelii w taki właśnie sposób? Szybko zdałam sobie sprawę, że ja się jakoś do swojego chrześcijaństwa przyzwyczaiłam. Do Jezusa, do prawdy o Wcieleniu, do tego, co niesie Ewangelia. Że to wszystko pochłonęło przyzwyczajenie.

„U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei. Jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” – ta myśl pochodzi z wprowadzenia do encykliki Deus caritas est. Jest ona dla mnie jak latarnia na morzu wspomnianego przyzwyczajenia, czyli stanu, w którym przestaje się dostrzegać, że Chrystus, Ewangelia, chrześcijaństwo naprawdę fascynują, budzą zachwyt. Ta latarnia pomaga mi popłynąć w kierunku nowego, ponownego wzbudzenia tego zachwytu.

Nie wiem, jak było w twoim wypadku, ale przez wiele lat moja formacja religijna polegała głównie na wkuwaniu rozmaitych formułek i tekstów, odpytywaniu z nich, ale bez głębszej refleksji nad tym, czym w ogóle jest modlitwa. Patrząc na te lata z perspektywy czasu, w kontekście budowania żywej, rozumnej i autentycznej relacji z Bogiem, w dużej mierze uważam je za czas zmarnowany. Jasne, taka wiedza jest przydatna i ważna, ale na pewno nie stanowi sedna wiary i nie jest takim elementem, na którym formację można zacząć i… zakończyć. Wróćmy do słów papieża Benedykta XVI: „U początku bycia chrześcijaninem […] jest spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu […] decydujące ukierunkowanie”.

Chciałabym czytać Ewangelię jak wspomniany na początku więzień, chciałabym ją czytać z zachwytem i zaciekawieniem dziecka, bo ona jest przestrzenią na spotkanie z Kimś fascynującym, budzącym zachwyt – Jezusem, wcielonym Bogiem. I tu jest już pierwszy przystanek i moment na refleksję: Bóg stał się człowiekiem. Przypominamy sobie o tym, gdy wypowiadamy słowa Credo. Ale… co ta Prawda robi w tobie? Jakie to dla ciebie ma znaczenie, że Bóg „wpadł na pomysł”, żeby dzielić z nami, z tobą, człowieczy los? Kiedy tak naprawdę rozważysz ten element naszej wiary? Jakie emocje się w tobie budzą, jakie myśli w związku z tą sprawą? Co chcesz Bogu powiedzieć?

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Tak naprawdę na podstawie tylko tego jednego zdania z Ewangelii wg św. Jana można zrobić sięgającą do głębi serca medytację.

Życzę Ci, aby medytacje z czwartego tygodnia tych rekolekcji były przestrzenią do wyrwania się z wszelkich form duchowych przyzwyczajeń, które tępią zmysły serca. Życzę ci łaski zafascynowania się tym, kim jest Jezus, i tak po prostu – spędzenia z Nim dobrego czasu.

Szczęść Boże!