21 sierpnia 2023
fot. Philipp M, unsplash.com / grafika: JH

Uważna i świadoma codzienność

o. Grzegorz Ginter SJ

W tej konferencji chciałbym powiedzieć o ćwiczeniu duchowym, o sposobie modlitwy, który może nam bardzo pomóc w naszej codzienności, kiedy jesteśmy po różnych rekolekcjach, po różnych ważnych doświadczeniach życiowych. Nie tylko ignacjańskich, ale po różnych doświadczeniach, które mamy w naszej codzienności. O sposobie modlitwy, która pomaga wprowadzić w naszą codzienność to, co zadziało się w danym doświadczeniu – czy to będą rekolekcje ignacjańskie, jakaś pielgrzymka, czy inne rekolekcje. Ta modlitwa nazywa się ignacjański rachunek sumienia. Być może ją znamy albo słyszeliśmy o tym sposobie modlitwy.

|→ Nagranie wykładu znajduje się pod tekstem kliknij aby przejść.

Powiem o tym parę słów, ponieważ wydaje mi się, że to jest takie ćwiczenie duchowe, taka modlitwa, która pomoże nam pogłębić i przenieść w codzienność doświadczenie bycia w bliskości z Panem Bogiem.
 

PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI

Przede wszystkim chodzi o relację z Panem Bogiem

To, co jest ważne na początek, co trzeba powiedzieć, to to, że w tych ćwiczeniach duchowych chodzi o relację z Panem Bogiem, o więź z Nim. Z jednej strony chodzi o to, aby usunąć różne przeszkody, które utrudniają nam to, by być blisko Pana Boga. Blisko Pana Boga oznacza blisko samych siebie i blisko drugiego człowieka. Z drugiej strony chodzi o to, by w tej naszej codzienności szukać i znajdować Pana Boga jakby nieustannie na nowo. Szukać i znajdować Jego wolę, która jest zawsze miłością. To znaczy uczyć się coraz bardziej kochać.

Ignacjański rachunek sumienia ma właśnie taki cel. Nie taki, by szukać grzechów, ale przede wszystkim, by pomóc usunąć przeszkody, by postawić granice wszystkiemu, co przeszkadza mi tak naprawdę kochać.

Jest też ćwiczeniem, które służy do tego, by przygotować i usposobić nas do przyjmowania obecności Pana Boga w naszej duszy, życiu, w naszej codzienności. Dzieje się to przez oczyszczenie nas, więc ten aspekt oczyszczenia, aspekt postawienia granicy pokusom i grzechom, również tutaj występuje.

Jest także aspekt trwania przy Panu Bogu. Moglibyśmy powiedzieć, że jest on nie tylko ascetyczny – jakby ująć to językiem starszej teologii – ale też mistyczny.

Ta modlitwa rzeczywiście łączy w sobie te dwa aspekty oraz oczyszczenie naszej duszy po to, byśmy mogli być coraz bliżej Pana Boga. Aspekt ascetyczny mówi o przygotowaniu duszy do tego, żeby bardziej kochać. A aspekt mistyczny właśnie o tym, żeby kochać. To oznacza, że w tej modlitwie nie szukam, co źle robiłem – to ma miejsce w rachunku sumienia przygotowującym do spowiedzi. Owszem, często jest to w nas pierwsze – mamy w sobie tendencję do tego, żeby szukać najpierw tego, co źle zrobiliśmy. Także świat nam to często mówi, pokazując, gdzie jesteśmy nie w porządku, gdzie coś się nie udało, gdzie coś zrobiliśmy źle. Tymczasem – i to pokażę też potem – ta modlitwa, ten sposób spotkania z Bogiem, to ćwiczenie duchowe – ignacjański rachunek sumienia – przede wszystkim chce mi pokazać, gdzie nie byłem w kontakcie z Panem Bogiem, gdzie nie byłem w kontakcie z samym sobą i nie byłem przy samym sobie, który chce kochać, chce czynić dobro. To oznacza, że głównym celem tej modlitwy, tego ćwiczenia duchowego jest sprawić, bym stał się człowiekiem bardziej świadomym tego, co we mnie się dzieje, bardziej świadomym moich przeżyć, moich doświadczeń i tego, co w moim sercu się rozgrywa. Bym mógł – będąc świadomym – podejmować decyzje, czy wchodzę w tę rzeczywistość, czy pójdę za głosem serca, głosem Pana Boga, za głosem miłości, czy pójdę za głosem mojego egoizmu, lenistwa, moich nie zawsze uporządkowanych pragnień. Być świadomym samego siebie jest ważne w tej modlitwie, jest to pierwsza rzecz, która tutaj ma miejsce.

Świadomość samego siebie

Jest to modlitwa – ja ją tak nazywam – pogłębiającej się świadomości samego siebie. Modlitwa pogłębiającej się wrażliwości mojego serca. Kiedy jestem coraz bardziej świadomy, jestem też coraz bardziej wrażliwy na rzeczywistość. Wrażliwość jest moim sposobem przyjmowania rzeczywistości, moim sposobem przyjmowania drugiego człowieka, samego siebie, różnych wydarzeń, tego, co dzieje się w tym świecie. Jest moim sposobem przyjmowania i reagowania, to znaczy sposobem dawania odpowiedzi na to, co do mnie przyszło. Ktoś coś do mnie mówi, czegoś ode mnie chce, życie przynosi mi takie czy inne wydarzenia, a moja odpowiedź na to mówi o mojej wrażliwości. Wiemy, że na pewne rzeczy będziemy bardziej wrażliwi, będą nas bardziej dotykać, a inne dużo mniej, dużo słabiej. A być może na niektóre rzeczy w ogóle nie będziemy wrażliwi, tak też może być.

Ta modlitwa prowadzi mnie do coraz większej bliskości z samym sobą, z drugim człowiekiem, a w tym wszystkim z Panem Bogiem.

Łagodna uważność

Jest to również modlitwa łagodnej uważności. To jest ważne słowo w tej modlitwie. Uważności na to, co dzieje się w moim sercu. Ta uważność wiąże się ze świadomością – jeśli jestem świadomy tego, co jest we mnie, w moim sercu, to równocześnie jestem na to uważny, albo chcę być uważny na różne poruszenia serca. Coś się dzieje we mnie, coś mi robi spotkanie z drugim, coś robią różne wydarzenia. Co to robi? Jakie decyzje potem podejmuję jako odpowiedź na to, co się we mnie dzieje?

Właśnie temu służy ta modlitwa, by badać, zauważać, przyglądać się temu po to, by móc podejmować coraz bardziej wolne i coraz bardziej uporządkowane decyzje w swoim życiu – decyzje pójścia za dobrem, za prawdą, za miłością, za tym, co ewangeliczne, a nie – jak mówiłem wcześniej – za swoim egoizmem, za tym, co tylko dla mnie jest wygodne, a co tak naprawdę zamyka mnie często na drugiego. Wiemy dobrze, to nie jest łatwe. Mamy różne uwarunkowania, które mogą być w nas przez całe życie.

Dlatego ta modlitwa potrzebuje codzienności, to znaczy potrzebuje być praktykowana codziennie po to, aby mogła mieć na mnie wpływ i mnie przemieniać. Taka codzienna rutyna. Nawet nauki neurobiologiczne i neuropsychologiczne potwierdzają, że kiedy mamy taką rutynę w naszej codzienności – to słowo „rutyna” może nie brzmieć dobrze, ale myślę, że ono oddaje, że jest to coś powtarzalnego na poziomie biologicznym, ale również na poziomie psychicznym i na duchowym – powoli coś w nas się przemienia, stajemy się innymi ludźmi.

Codzienna rutyna

Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że rachunek sumienia praktykowany codziennie – jako codzienna rutyna, codzienny stały punkt mojego dnia, taka latarnia morska, która codziennie oświetla przestrzeń mojego serca i mojego życia, oświetla, co się w moim życiu dzieje, czego czasem na początku nie jestem świadomy, a przychodzi to dopiero potem – to pomaga mi żyć, to pomaga mi dokonywać coraz lepszych wyborów wchodzenia w te przestrzenie, które nie są dla mnie wygodne, nie są komfortowe, ale co do których czuję, że Pan Bóg mnie zaprasza, żebym w nie wchodził. Wchodził do czegoś, co nie jest komfortowe, ale ostatecznie prowadzi do większej miłości, do większej prawdy.

To jest wstęp do tej modlitwy i chcę powiedzieć jeszcze kilka słów, zanim przejdę do samej metody, która jest bardzo prosta, a może przez to bardzo też trudna i wymagająca. Kilka słów o pewnych warunkach, które są potrzebne, aby rzeczywiście ta modlitwa – że tak powiem – we mnie zadziałała. Ona nie jest po to, żeby jakoś działać, to nie jest technika, że zrobię tak oraz tak i wszystko działa. Wiemy, że chodzi o relację, a w relacji są dwie osoby, które się ze sobą komunikują, i zawsze jest niewiadoma, jak ta relacja się potoczy, jak się dogadamy – z Panem Bogiem, ale też z samym sobą, a na koniec również ze światem zewnętrznym, z drugim człowiekiem.

Ignacjański rachunek sumienia jako prawdziwe spotkanie z Bogiem

Co jest potrzebne, abym doświadczył tej modlitwy jako rzeczywistego spotkania z Bogiem, a nie tylko jako takiego ćwiczenia – jakbyśmy powiedzieli – analizy samego siebie? To nie jest psychoanaliza, to jest modlitwa. Jeśli ma prowadzić mnie do świadomości, do uważności, to oczywiście jest modlitwą – czyli ja się w niej zwracam do Pana Boga.

Duchowy wzrost

Pierwszą ważną kwestią jest mój kontakt z Bogiem. Co jest potrzebne do tego kontaktu, żebym poczuł, że jest to rzeczywiście spotkanie z Nim?

Jedno, to że potrzebuję chcieć wzrostu duchowego. Potrzebuję chcieć wzrastać w tej relacji. Bez tego, czyli bez mojej motywacji, bez takiej mojej intencji: Panie Boże, jeśli naprawdę chcę spotykać się z Tobą w głębinach mojego serca, w głębinach mojego życia, abyś Ty tam do mnie mówił i żebym ja też słyszał Ciebie i mógł dać Tobie odpowiedź, to ja potrzebuję tego bardzo chcieć. Niezależnie od tego, co ja w tym moim wnętrzu spotkam – a mogę spotkać trudne rzeczy – to ja chcę tam wejść. Nie sam, tylko z Tobą, Panie Boże.

Zatrzymanie się

Drugie, to że potrzebuję umiejętności zatrzymywania się w moim życiu i refleksji nad tym życiem. Zatrzymanie się i refleksja. To nie jest łatwe w tym świecie pędzącym dzisiaj jak pendolino.

Ten obraz pendolino jest dla mnie bardzo ciekawy, nośny. Jak jechałem kiedyś pendolino, przyszedł mi on jako obraz modlitwy – do pokazania, czym grozi pędzenie przez świat, przez życie bez zatrzymywania się i bez refleksji. Kiedy siedzimy w pendolino przy oknie, to zadajmy sobie pytanie, czy widzimy rzeczy, które są bardzo blisko pędzącego pociągu. Czy widzimy je wyraźnie? Powiemy, że nie. To takie „sz-sz-sz” – rzeczy mijają, przeskakują bardzo szybko. Czy to słupy trakcyjne, czy drzewa gdzieś blisko – nie jestem w stanie zobaczyć wyraźnie tych rzeczy, które są blisko. A co widzę wyraźnie? Wyraźnie widzę to, co jest gdzieś tam daleko, kilkaset metrów od pociągu. Widzę wyraźnie, jak przesuwa się to powoli, majestatycznie. O czym to mówi? O tym, że kiedy ja pędzę przez życie i nie zatrzymuję się, to to, co jest blisko mnie – bliskie relacje, bliskie sprawy – przelatują mi przed oczami, ponieważ nigdy nie mam na nie czasu. Przelatuje mi to pomiędzy palcami. Wyraźnie natomiast widzę rzeczy, które są daleko ode mnie, ale one są daleko, są nieosiągalne. Myślę, że to jest dobry obraz do tego, żeby nauczyć się zatrzymywać w swoim życiu, choćby na parę chwil, na parę minut, na paręnaście. Po to, aby móc zatrzymać się i zreflektować, co tak naprawdę dzieje się w moim życiu.

Dlatego warto w życiu duchowym przesiąść się z pendolino na SKM-kę. Osoby, które mieszkają w Trójmieście lub w stolicy, wiedzą, co to jest. To jest Szybka Kolej Miejska. I niech nas nie zwiedzie ta nazwa, SKM-ka wcale taka szybka nie jest. To jest kolej, która jedzie 50 kilometrów na godzinę i zatrzymuje się na każdej stacji. Warto w naszym życiu jechać wolniej – zwłaszcza w życiu duchowym – i zatrzymywać się na wielu stacjach naszego życia. Kiedy wydarza się coś ważnego w moim życiu, warto zatrzymać się i pomyśleć o tym. Budzą się we mnie różne uczucia, różne pragnienia, tęsknoty, wtedy warto włączyć też rozum i refleksję, o czym to wszystko jest, co chce mi to powiedzieć o moim życiu, dlaczego pojawiło się to lub tamto. Refleksja sprawia, że życie staje się po prostu głębsze.

Tak więc potrzebuję chcieć, zatrzymywać się, potrzebuję reflektować nad swoim życiem. Bez tego nie poczuję owoców modlitwy. To znaczy, że nie doświadczę owocnego spotkania z Panem Bogiem, z samym sobą, a potem też z drugim człowiekiem.

Łagodność

Drugą ważną kwestią jest pogłębiająca się łagodność.

Mogę odkrywać w sobie, w moim sercu różne trudne tematy dotyczące mojego życia, ciemne rzeczy. Potrzebuję łagodności, cierpliwości i miłosierdzia wobec samego siebie.

My czasem jesteśmy bardzo surowi wobec siebie samych – powinienem być inny, powinienem się zmienić, taki nie mogę być. To oznacza, że nie mam zgody na siebie i na swoją słabość. W słowie „łagodność” – kiedy się przysłuchacie – usłyszycie słowo „godność”. Ta łagodność chroni moją godność. Pan Bóg ją chroni. Pytanie, czy ja ją chronię. Ta godność, ta ła-godność nie jest o pobłażaniu czy o tanim usprawiedliwianiu samego siebie. Chodzi o to, że widzę swoje słabości, widzę swoją grzeszność, widzę to, co przeszkadza kochać. I nie potępiam siebie, ponieważ Bóg mnie nie potępia.

Pozwolę sobie być, kim jestem, i pozwolę, żeby Pan Bóg mnie powoli przemieniał. To On mnie przemienia, nie ja sam siebie. To On mnie przemienia, dotykając mojego serca i pozwalając mi podejmować decyzje w zgodzie z Jego łaską, z Jego miłością, z Jego wolą. Tak więc potrzebna jest łagodność, cierpliwość, miłosierdzie do samych siebie. Trzeba i warto wiedzieć, że ta droga jest procesem, to nie w tydzień, nie w dwa poukładam swoje życie. Może nawet nie o to chodzi, czy – mówiąc językiem ignacjańskim – je uporządkujemy. To jest proces, to jest droga na całe nasze życie.

Jedna rzecz naraz

I jeszcze jedna ważna rzecz, zanim przejdę do omówienia metody modlitwy. Mianowicie warto w naszym życiu zajmować się jedną rzeczą naraz.

My czasem mamy tendencje, właśnie choćby po rekolekcjach, po różnych ważnych doświadczeniach duchowych, że odtąd zmienię swoje życie. Zmienię swoje życie to brzmi bardzo ogólnie, nic nie mówi. I prawdopodobnie nic się nie zmieni. Wielu ludzi się pyta, także ja się czasem pytam, dlaczego większość rekolekcji zaczyna się bardzo pobożnie – w imię Ojca i Syna – a kończy… jak była na początku, teraz i zawsze. Dlaczego tak się dzieje, że to życie się nie zmienia? Może właśnie dlatego, że nie dotykamy konkretu. Czasem nie chcemy, czasem nawet sobie nie zdajemy z tego sprawy. Dlatego warto też w tej modlitwie, o której za chwilę powiem, zatrzymać się nad jedną rzeczą, nad konkretną rzeczą, która czasem na rekolekcjach się pokazuje – na przykład, że to czy tamto przeszkadza mi kochać, wychodzić ku innym, że przeszkadza mi działać w sposób dobry, że chcę dobrze, a czasem to wszystko tak skręca, że niestety wychodzi jak zawsze, a czasem wręcz źle lub nie tak dobrze, jak planowaliśmy, że będzie. Dobrze, czyli że będziemy działać w zgodzie z miłością.

Zająć się jedną rzeczą. Czasami są to rzeczy w naszej głowie. Takie, które zdarzają się codziennie. Mogę na przykład codziennie zajmować się tym, że bardzo często myślę źle o innych – widzę kogoś i od razu mi przychodzą jakieś ciemne myśli na jego temat, osądy, nieuprawnione oceny, zupełnie bezpodstawne. Mogę się pytać, dlaczego tak się dzieje, dlaczego osądzam bliźniego, oceniam go po wyglądzie, po pierwszym wrażeniu, nie znając go. Jest to nieuprawnione, nie jest prawdziwe, nie prowadzi mnie do dobra i często każe mi od razu zdystansować się do człowieka, jakby nastawić się do niego negatywnie. Ale czy on sobie na to naprawdę zasłużył? W tym momencie? Jeśli czuję ten przykład, czuję, że tak właśnie mam, to ta modlitwa powtarzana codziennie może mi pomóc zobaczyć, dlaczego tak jest. I może mi pomóc dzięki temu, że Pan Bóg we mnie działa w tej modlitwie. Może mi pomóc uporządkować tę sferę moich własnych myśli, przekonań na temat drugiego człowieka. Takie są więc założenia, właściwości tej modlitwy.
 

METODA MODLITWY

Przejdźmy teraz do tych kilku punktów modlitwy.

To jest modlitwa, która zawiera się w pięciu punktach – powiedziałbym, że bardzo prostych. Święty Ignacy nie mówi wprost, ile ma trwać. Tradycja mówi o kwadransie. To modlitwa, która trwa kwadrans, i warto w ten kwadrans zainwestować. Może warto czasem zatrzymać się nawet i dwa razy dziennie po to, by reflektować nad swoim życiem.

Jakie są te punkty, tych pięć punktów?

1.

Święty Ignacy mówi: Dziękować Bogu, Panu naszemu za otrzymane dobrodziejstwa.

Ja mówię krótko – wdzięczność.

Wdzięczność nie jest łatwą postawą, ponieważ jest również uczuciem, odczuciem. Aby dziękować, potrzebuję najpierw otworzyć oczy, żeby widzieć, za co dziękować. Czyli potrzebuję mieć kontakt z rzeczywistością, z tym, co jest wokół mnie. Czasem nawet z drobiazgami. Podziękować za rzeczy, które pozornie mi się należą, a może nawet nie. Za to, co wydaje nam się tak oczywiste, że za to nie dziękujemy – że widzę, że słyszę, że mogę mówić, mogę chodzić, mam co jeść, mam gdzie mieszkać, mam gdzie pracować. Nie wszyscy to mają, więc może nie jest to zasługa, że mi się należy. Jest to przestrzeń do wdzięczności.

Wdzięczność rozpoczyna się od uznania naszego życia za dar. To jest trudne dla nas. Nie zawsze akceptujemy i przyjmujemy samych siebie, chociaż Bóg przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Wdzięczność, głęboka wdzięczność, płynie właśnie z tego. I do tej głębokiej wdzięczności dochodzimy często długi czas. Dlatego potrzebujemy codziennego powtarzania: Dziękuję Ci, Panie Boże, za to i za to, za tę osobę, za to spotkanie, za to, że mogłem komuś usłużyć – za to Ci dziękuję. To jest pierwszy krok w tej modlitwie.

Wchodząc w tę modlitwę, najpierw dziękuj Panu Bogu za to, co cię dobrego spotkało, za to, co dobrego mogłeś uczynić, co dzisiaj dobrego się wydarzyło w Twoim życiu, czego doświadczyłeś, jakie dobro okazałeś innym. To jest pierwszy krok w tej modlitwie.

Widzimy już, że nie zaczynamy od żadnego zła, szukania dziury w całym. Zaczynamy od dobra, które się wydarzyło. To jest podstawa, to jest grunt do wszystkiego innego. Czyli najpierw potrzebuję doświadczyć, że jestem kochany, bo to dobro mówi o miłości Pana Boga, o miłości drugiego człowieka do mnie, o miłości, którą ja mogę dawać i przyjmować. Pierwszy krok to jest miłość.

2.

Święty Ignacy mówi: Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich.

Ja mówię krótko – prosić o światło poznania.

Trudno nam samym widzieć w nas to, co przeszkadza nam kochać, czyli to, co nazywamy grzechem. Mamy często tendencję do wybielania albo do usprawiedliwiania siebie – no, nie dało się inaczej; no, tak to wyszło wszystko itd. Próbujemy to jakoś zbagatelizować, pomniejszyć. Tymczasem Pan Jezus mówi w Ewangelii, że poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. To prawda daje nam wyzwolenie.

Prosimy o łaskę. Dlaczego? Bo sami nie możemy sobie tego dać. Panie Boże, daj mi łaskę, bym zobaczył te miejsca, w których nie umiem kochać – to, co nazywamy grzechem, co nazywamy słabością, gdzie rządzi w moim życiu lęk, który nawet może mnie paraliżuje i odciąga od dobra, podejmuję decyzje, których nawet może nie chcę podejmować, a jednak lęk jest silniejszy. Panie Boże, daj mi światło, pokaż mi to miejsce, pokaż mi, gdzie to jest w moim sercu.

Co więcej – bo o tym jeszcze też nie mówiłem – jest to codzienna modlitwa. A to znaczy, że pokaż mi, jak to działało dzisiaj. Nie w całym moim życiu. Jak to było dzisiaj, w którym miejscu dzisiaj to się wydarzało. Daj mi światło na dzisiaj, na teraz.

3.

W świetle drugiego punktu przechodzimy do punktu trzeciego, w którym św. Ignacy mówi, by badać swoje serce.

On mówi może takim mocnym językiem: Żądać od duszy zdania sprawy. Od ostatniego rachunku sumienia do teraz. Żądać zdania sprawy co do myśli, słów, co do uczynków. To znaczy przyglądać się, badać serce w różnych aspektach mojego życia. Gdzie moje serce, decyzje były dzisiaj – powiedziałbym – ewangeliczne, gdzie były decyzjami zgodnymi z miłością, z Bogiem, z prawdą, z dobrem, gdzie szukałem dobra w tym wszystkim. A gdzie zadziało się zło? Gdzie być może kogoś skrzywdziłem – nawet myślą, może słowem, może czynem, gestem, gdzie miłość była pomniejszana?

Czyli najpierw dziękuję Panu Bogu – widzę dobro, które mnie spotyka. Potem proszę o światło poznania mojego serca. A potem patrzę, czy poszedłem za tym dobrem, czy też nie poszedłem; czy poszedłem za Ewangelią, czy niestety to mi się dzisiaj nie udało. To jest ten trzeci punkt – jaki dzisiaj byłem. Badam moje serce, moje postawy, czyny, myśli, moje słowa, właśnie w tych różnych aspektach – jaki ja dzisiaj byłem, do czego prowadziłem, czy działałem od mojego ja prawdziwego, takiego zdrowego, to znaczy, tego, kim jestem w oczach Pana Boga, czy z ja fałszywego, które idzie za swoim egoizmem, za tym, co zamyka, co nie kocha, co nie jest dobre. Czy dobro wychodziło z moich czynów, w jaki sposób ujawniła się dzisiaj moja umiejętność kochania, a w jaki ujawniła się nieumiejętność kochania? Gdzie, w których przestrzeniach było dobro? Jaka była moja intencja, a co też ostatecznie wyszło? Temu przyglądam się w tym trzecim punkcie.

4.

W naturalny sposób z trzeciego punktu przechodzę do punktu czwartego, w którym św. Ignacy mówi: Prosić Pana Boga naszego o przebaczenie win.

Jeśli w trzecim punkcie zobaczę, że było trochę tematów, w których nie kochałem dzisiaj, były myśli, które oceniały bliźnich, osądzały ich, też samego siebie, czy też były inne jakieś tego typu rzeczy, to w czwartym punkcie proszę o jedno – Panie, przebacz mi. Panie, przebacz mi.

Znowu nie wchodzę w usprawiedliwianie, wybielanie się – no, Panie Boże, nie dało się, sorry, taki mamy klimat, takie życie, tak to wszystko jakoś jest – ale po prostu staję w prawdzie. Panie Boże, taki jestem, taki dzisiaj byłem, przebacz mi. Przebaczenie jest jedynym ludzkim sposobem poradzenia sobie ze złem w naszym życiu. Jedynym ludzkim sposobem. Dlatego prosimy o wybaczenie. I nic więcej.

Proszę o łaskę, to znaczy, że ja sam sobie nie mogę tego dać. Proszę o łaskę – wybacz mi, Panie. Kropka. Nie trzeba więcej. Nie trzeba tego tłumaczyć. Dałeś mi światło w drugim punkcie. Ja w trzecim punkcie razem z Tobą przeszedłem przez to wszystko, co jest w moim sercu, w moim życiu, co było dzisiaj. I w czwartym chcę Cię prosić – wybacz mi. Ja się cieszę tym dobrem, które się wydarzyło. Wybacz mi to, co nie było dobre, co nie było prawdą, co nie było miłością.

5.

W piątym punkcie św. Ignacy mówi: Postanowić poprawę przy Jego łasce.

Zauważcie, że to się powtarza – Jego łaska. Prosić Pana Boga o łaskę. Jego łaska to jest modlitwa. Ja idę razem z Nim. Postanawiam poprawę. To nie są tanie obietnice – o, Panie Boże, już nie będę. Nie. Tak naprawdę to jest – Panie Boże, idę w codzienność po tym, co zobaczyłem teraz, nad czym się zatrzymałem, idę w moją codzienność, idę w dalszą część dnia albo idę w kolejny dzień i chcę kochać, choćby odrobinkę bardziej niż wczoraj czy odrobinkę bardziej niż dzisiaj.

Dzisiaj w tym rachunku sumienia widzę, że tu mi się nie udało, tu coś nie tak, ale idę i chcę kochać na nowo, bardziej.

Postanawiam poprawę, to znaczy, że jakby na nowo odbudowuję w sobie zaufanie i nastawienie na kolejny czas. Zaufanie do Boga, że z Nim mogę to uczynić. Zaufanie i nastawienie na kolejny dzień, który mnie czeka, mimo że ten dzisiejszy dzień wyglądał, jak wyglądał, ja chcę iść dalej i chcę kochać.
 

NA ZAKOŃCZENIE

Pięć kroków, pięć punktów tej modlitwy jest prostych, a równocześnie nie są łatwe. Są proste, a nie są łatwe, ponieważ dotykają tego, co jest głęboko w nas. A my nie zawsze chcemy tam wchodzić, nie zawsze chcemy zobaczyć, co w nas jest.

W nas są te rzeczy – jest piękno, dobro, prawda. Jesteśmy chciani i kochani przez Pana Boga. Ale jest w nas również ciemność. Jest grzeszność. Jest słabość. A z tą częścią nie chcemy się spotykać. I często tę modlitwę jako pierwszą porzucamy – kiedy nie chcemy szczerze się spotkać z tym, co jest w nas, kiedy boimy się tego.

A to jest tak, że ja nie muszę tam wchodzić sam i nie wchodzę sam. W tej modlitwie idę tam z Panem Bogiem i to On czyni we mnie to, co chce uczynić. To On pokazuje mi dobro. To On oświetla moje serce. To z Nim przyglądam się temu, co się we mnie dzieje, co działo się dzisiaj. To Jego proszę o przebaczenie. Mogę Mu się rzucić w ramiona, zaufać Mu na nowo i powiedzieć – tak, w kolejny dzień idę może z większą ufnością, znów choćby o odrobinkę. Z większą ufnością w codzienność, która mnie czeka. I ta modlitwa realnie może przemienić moje życie, kiedy będę jej wierny dzień w dzień.

Pora modlitwy

Warto znaleźć swoją porę modlitwy. Najlepiej niezupełnie przed snem, ponieważ wtedy zmęczenie weźmie górę. Może w okolicach kolacji albo nawet ciut wcześniej, ale na pewno przed zakończeniem dnia. Można czasami ją zrobić również w połowie dnia – zatrzymać się w połowie dnia i zrobić rachunek sumienia z pierwszej połowy dnia, zobaczyć, jak ta pierwsza połowa dnia wyglądała. A potem wieczorem zobaczyć, jak wyglądała ta druga połowa dnia.

Modlitwa niech potrwa około kwadransa. Mniej więcej. Za długa straci swoją moc. Za krótka również.

Czasem być może wystarczy chwilowe zatrzymanie – w połowie dnia czy nawet wieczorem – nad tą jedną rzeczą, którą się zajmujemy. Czasem wystarczy kilka minut na to, żeby skontaktować się ze sobą, z Panem Bogiem, który we mnie mieszka, idzie ze mną w tej mojej codzienności i to On dokonuje we mnie tego, czego i ja też pragnę – być blisko Niego, być blisko siebie, być blisko drugiego człowieka i kochać. Być w relacji, być w więzi – to jest cel naszego życia. Niech to w naszej codzienności się wydarza.

Transkrypcja pochodzi z filmu „Uważna i świadoma codzienność – konferencja 4”
→ seria „JAK ŻYĆ? Czyli szukać i znajdować Boga we wszystkim”


 


Zobacz również O rachunku sumienia