26 lipca 2023
fot. Meg Wagener, unsplash.com / grafika: JH

Na dobry początek

o. Grzegorz Ginter SJ

Na początku tej konferencji chciałbym powiedzieć kilka słów, które mogą nam pomóc wejść w czas, który jest wyjątkowy, specjalny, chociaż dzieje się w ciągu naszego życia. Ale, mimo że jesteśmy zanurzeni w naszej codzienności, również możemy przygotować się i usposobić samych siebie, aby przeżyć go dobrze, pozwolić Panu Bogu działać. Nie musi to oznaczać naszego zadowolenia – choć to bardzo dobrze, jeśli ono będzie – chodzi przede wszystkim o to, aby pozwolić Panu Bogu działać. O tym jeszcze wspomnę.

Zebrać ponownie to, co w nas rozproszone

Słowo „rekolekcje” oznacza „zebrać ponownie” – zebrać to, co jest rozproszone w naszym życiu. Zebrać ponownie oznacza również wewnętrzne pojednanie tego, co w naszym życiu się rozsypało.

Wiemy dobrze, że nasz świat pędzi, mają w nim miejsce różne wydarzenia, które rozbijają i rozpraszają nas wewnętrznie. Rekolekcje podczas życia są zaproszeniem do tego, żeby Pan Bóg na nowo nas wewnętrznie scalił, żeby na nowo zebrał nasze różne kawałeczki i uczynił jednością. Rekolekcje służą temu, żebym na nowo spotkał się z tym, kim jestem, i taki, jaki jestem, i mógł się Jemu oddać. Do tego wątku jeszcze wrócę na koniec.

Pustynia

Rekolekcje są również czasem odejścia na pustynię. I chociaż będą one miały miejsce w naszej codzienności – takiej, jaka ona jest, z jej obowiązkami, pracą, relacjami, radościami, smutkami – będzie to jednak czas w pewnym sensie odejście na pustynię. Nie będzie to czas łatwy.

Może pamiętamy z Ewangelii pierwszej niedzieli Wielkiego Postu, że Jezus odchodzi na pustynię, jest tam prowadzony przez Ducha. Wierzę głęboko, że i my będziemy prowadzeni przez Ducha na naszą pustynię taką, jaką ona będzie. Ostatecznie to nasza codzienność jest pustynią.

Co nam może pomagać w tym czasie?

Czas i miejsce modlitwy

Po pierwsze, warto zadbać o miejsce i czas modlitwy – o miejsce i czas spotkania z Panem Bogiem w tej codzienności, jaką mamy. O to, by wybrać dobre miejsce, może to stałe, w którym się modlę. A także wybrać dobry czas pośród różnych wydarzeń mojego dnia. Ten czas, który mam na modlitwę, to jest 30 minut. Chodzi o to, żeby zabezpieczyć czas na modlitwę po to, aby wejść w rytm tych czterech tygodni rekolekcji – że codziennie będę stawał do modlitwy o jakiejś porze. Być może codziennie będzie to inna pora, ale ważne, że to będzie pora moja i Pana Boga, że w tym czasie będę spotykać się z Nim.

Po drugie, warto zabezpieczyć sobie przestrzeń na modlitwę – np. kiedy wchodzę w czas modlitwy, wyłączyć telefon, ponieważ spotykam się z samym Bogiem, nie ma dla mnie nic ważniejszego w tym momencie, nie ma mnie wtedy dla nikogo. W ciągu dnia jestem zaangażowany, jestem dla różnych osób, działam w różnych przestrzeniach, ale modlitwa to jest czas dla Pana Boga i tylko dla Niego. Warto mocno wziąć to sobie do serca, ponieważ pokazuje to moją intencję, z jaką wchodzę – czy naprawdę Pan Bóg jest dla mnie Bogiem, czyli Kimś najważniejszym, najistotniejszym. Inne sprawy, osoby, rzeczy mogą być bardzo ważne, superważne, a nawet hiperważne, ale wobec tego spotkania będą drugorzędne. Dlatego potrzebuję znaleźć dobry czas w ciągu dnia, tak go zaplanować, żeby spotkanie z Bogiem nie było przerwane przez cokolwiek.

To znalezienie czasu jest związane z wyciszeniem. Możemy szukać różnych przestrzeni czasowych. Może już modlimy się w codzienności, ale być może nigdy lub bardzo rzadko modlimy się przez tak długi czas. Dla niektórych pół godziny to nie jest dużo, dla innych to bardzo długo.

Taka wskazówka: Może myślimy – wstanę rano, pomodlę się, a potem pójdę w dzień. To jest bardzo dobra myśl, ale nie możemy zapomnieć o naszym ciele, o jego potrzebach, o tym, że niewyspane ciało nie będzie się modlić. Dlatego warto się temu przyjrzeć. Jeżeli chcę wstawać pół godziny wcześniej, by się modlić, to potrzebuję iść pół godziny wcześniej spać. W przeciwnym razie będę odczuwać konsekwencje tego przez cały dzień. Nie ma cudów, taka jest rzeczywistość. Musimy wziąć pod uwagę nasze ciało, które również wchodzi w modlitwę. Przemęczone ciało, ale też przemęczona psychika będą mieć trudność, żeby się modlić – to znaczy, żeby wejść w spotkanie z Bogiem. Warto o tym pamiętać, żebyśmy mogli wejść we wdzięczność, a nie żeby się potem frustrować.

Wyciszenie

W codzienności ciszy nie będzie tyle, ile byśmy chcieli, ile byśmy potrzebowali. Warto zabezpieczyć czas modlitwy tak, żeby była taka cisza, jaką możemy ją stworzyć. Cisza nie jest po to, aby było cicho – cisza jest po to, abym umiał usłyszeć, co Pan Bóg do mnie mówi. Cisza jest po to, żebym mógł słuchać. Cisza jest językiem Pana Boga. Wielu świętych mówiło, że Pan Bóg przemawia nie tylko w ciszy, ale też samą ciszą. To znaczy, że mogę uczyć się słuchania w ciszy, ale mogę też uczyć się słuchania ciszy taką, jaka ona jest. W tej ciszy Pan Bóg będzie do mnie mówił, będzie przemawiał swoim Słowem.

Uważność

Kolejną ważną kwestią jest uważność. Ona jest powiązana z tym wszystkim, co do tej pory powiedziałem. Mianowicie co jest dla mnie teraz ważne, istotne – czy to Pan Bóg, czy inne sprawy. Spotkanie z Bogiem jest wyrazem miłości do Pana Boga, więc z mojej strony wejście w relację z Nim jest miłością do Niego.

Jest wzór, który to pokazuje bardzo konkretnie – miłość to jest czas plus uważność. Komu lub czemu poświęcam mój czas oraz z jaką uważnością. Zachęcam, żeby modlitwa była czasem 30-minutowego spotkania z Bogiem, podczas którego będę uważny na Niego, na Jego Słowo, na to, co mówi do mnie w moim sercu, na Jego poruszenia.

Czemu i komu poświęcam mój czas i z jaką uważnością? Miłość dzieje się wtedy, jeśli poświęcam mój czas drugiemu, jestem na niego uważny przez to, że patrzę na niego, że słucham, rozumiem, odpowiadam adekwatnie. Wtedy ktoś czuje się przyjęty, kochany, czuje, że to, co mówi, to, kim jest, jest dla mnie ważne. Czas to jest uważność.

Zatrzymanie się

Czas plus uważność oznacza również, by spróbować się zatrzymać. Pierwszy moment zatrzymania to jest 30-minutowa modlitwa. Być może również w ciągu dnia uda się zatrzymać częściej, choćby na chwilę, żeby złapać kontakt z Panem Bogiem i samym sobą. To umiejętność zatrzymywania się.

W czasie modlitwy mamy odwieczny problem z rozproszeniami. Kiedy będziemy odprawiać rekolekcje w ciągu życia, wokół nas będzie działo się dużo różnych spraw, więc może być nam trudno wejść w modlitwę, ponieważ nasze myśli będą rozbiegane.

Mimo wszystko, wchodząc w ciszę modlitwy, warto spróbować się zatrzymywać – sprawiać, żeby myśli nie biegały to tu, to tam, np. do następnych zajęć, do kolejnych spraw. Warto spróbować je łagodnie odsunąć, być w tym, co jest teraz. Tu ważne jest słowo „łagodność”.

Cierpliwość, łagodność i szacunek do siebie

Może zatrzymanie nie będzie nam wychodzić. Mam dobrą nowinę – nie wszystko musi wychodzić. Pan Bóg widzi to, jak się staramy, jak chcemy, mimo że nie zawsze będzie nam się udawać.

Jeżeli tak jest, to potrzebujemy mieć dla siebie cierpliwość. Potrzebujemy również mieć wyrozumiałość i łagodność dla samych siebie. Potrzebna jest świadomość, że moje życie jest drogą, że jestem w drodze, że być może tego sposobu modlitwy dopiero będę uczył się właśnie teraz, na tych rekolekcjach. A może nawet go znam, ale nie praktykuję go tak bardzo w codzienności. Będę potrzebować czasu i chcę dać sobie ten czas, cierpliwość i łagodność.

Łagodność – w tym słowie zawarte jest słowo „godność”. Łagodność chroni moją godność. Mamy czasami takie tendencje, żeby samych siebie poszarpać: Powinieneś już to umieć; powinno już ci to wychodzić. Próbujemy siebie poszturchać, żeby wyszło lepiej. Tak się nie da. Trzeba dać sobie czas, trzeba uszanować siebie, swoją godność.

Mieć cierpliwość oznacza zgodzić się na siebie takiego, jakim jestem teraz, zgodzić się, że teraz potrafię tyle. Nie jest to usprawiedliwianiem się, wybielaniem się, wygodnictwem czy lenistwem, ale przyjęciem, że robię wszystko, co mogę, i że więcej nie potrafię w tym momencie. Dlatego pozostaję z tym, co potrafię teraz, przyjmuję siebie ze swoimi ograniczeniami, chronię swoją godność, mam szacunek dla siebie.

Bóg ma dla nas szacunek, a my wobec Niego też możemy mieć szacunek, kiedy rzeczywiście będziemy się starali – na ile będzie nam to wychodziło – odsuwać różne rozpraszające nas myśli. Wyrazem mojego szacunku do Pana Boga jest również to, że nie jestem w swoich sprawach, tylko mówię: Jestem, Panie Boże, dla Ciebie, o ile tylko będę umiał i mógł, to będę uważny na Ciebie, na Twoje Słowo, na to, co Ty do mnie mówisz; chcę Cię słuchać, jestem w postawie przyjmowania Ciebie i Twojego Słowa. W postawie, która mnie karmi, bo Bóg karmi swoim Słowem.

To Bóg działa

Kolejną ważną kwestią jest ta, że w rekolekcjach głównym działającym jest Pan Bóg. To On działa we mnie i dla mnie. Nie ja sam z siebie się nawracam, ale jest to Jego łaska. Ja pozwalam na to, aby Pan Bóg mnie przemienił. Pozwalam Mu przez wierność ćwiczeniom duchowym, czyli przez wierność mojej modlitwie, że codziennie usiądę na pół godziny do modlitwy. Święty Ignacy w książeczce ćwiczeń w jednym z punktów uwag wstępnych pisze, że trzeba zwracać uwagę na to, by rekolektant miał zadowolenie w duszy z tego, że wytrwał na modlitwie od znaku krzyża do znaku krzyża. Nie pisze, że wytrwał z sukcesem, ale że wytrwał. Pamiętamy też słowa Pana Jezusa: Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Modlitwa może nam nie wychodzić, może być nam czasem ciężko. Czasem tak może się zdarzyć w połowie rekolekcji, niekiedy wcześniej, a czasami trochę później. Przychodzą wtedy pokusy, by odpuścić. Pan Bóg będzie nas cierpliwie zapraszał do wierności. Do tego, żebyśmy chcieli podążać za Nim krok za krokiem, w naszym rytmie, tak, jak potrafimy – z łagodnością, z cierpliwością do siebie, ale równocześnie w wierności.

Sprawdzi się to wtedy, kiedy będę wiedział, czego chcę, kiedy będę mieć kontakt ze swoim pragnieniem: Panie Boże, ja naprawdę chcę się z Tobą spotykać, naprawdę zależy mi na Tobie i naprawdę zależy mi na moim życiu, bo moje życie jest w Twoim ręku. Z tego powodu będę szedł wiernie, nawet jeśli dzisiaj chce mi się mniej niż wczoraj.

Wierność

Wierność ćwiczeniom duchowym to taka mała rzecz, która zależy ode mnie. A ona stwarza przestrzeń na to, co Pan Bóg będzie dla mnie robił w tym czasie. To Jego łaska mnie przemienia, a nie moje działanie czy moja próba zasłużenia sobie na nią. Tylko kiedy mam otwarte ręce, serce, uszy przyjmujące Jego Słowo, Jego łaskę, Jego działanie, to mnie przemienia, czyni mnie innym człowiekiem.

Dlatego kolejną wskazówką jest wezwanie do wierności. Niektórym może się wydawać, że to duża rzecz, a może innym, że mała, ale ważne, żeby być wiernym. Nauczę się metody modlitwy, poznam ją, posłucham konferencji, porozmawiam z osobą towarzyszącą, gdy jest trudniej, zapytam, czy dobrze to robię, i będę trwać wiernie na modlitwie.

Moja tożsamość

Na koniec odniosę się do Ewangelii. W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu jest Ewangelia o kuszeniu Jezusa na pustyni. Są w niej dwa-trzy ważne momenty, kiedy rekolekcje wpisują się w to, co się dzieje w Słowie Bożym.

Pierwszym jest ten, gdy Pan Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu. A co się działo nad Jordanem? Jezus przyjął chrzest – zanurzył się w rzece, chociaż nie musiał tego robić. Do Jordanu ludzie wrzucali swoje grzechy, kiedy wyznawali je przed Janem Chrzcicielem. Jezus wchodzi do wody i bierze te grzechy. Zatem jedna kwestia jest taka, że Jezus bierze na siebie nasz grzech, a druga, że Jezus jest „potwierdzony” przez Ojca. Słyszy słowa: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie – czyli: Ty wziąłeś na siebie ludzki grzech, Ty Mi się podobasz właśnie taki. Jezus wie, kim jest, jaka jest Jego tożsamość. I ten sam Jezus był wiedziony przez Ducha na pustynię, na 40 dni, tego samego Ducha, który objawił Mu się nad Jordanem, namaścił Go, zstąpił na Niego.

Jezus jest prowadzony przez Ducha. I chciałbym, abyśmy uwierzyli wszyscy, którzy będziemy odprawiać te rekolekcje, że jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego przez czas naszych rekolekcji, czyli naszej pustyni; jesteśmy przez Ducha namaszczeni do tej drogi.

Pustynia – chociaż w Biblii ma wiele znaczeń – jest to takie miejsce, w którym trudno jest o życie, a na pewno o życie komfortowe. Jest to jednak miejsce, w którym Pan Bóg daje życie, to miejsce wierności Pana Boga wobec człowieka, ale też wierności człowieka wobec Pana Boga. Na tej pustyni nie mam różnych podpórek, jak w naszej codzienności, tylko zwracam się cały ku Panu Bogu – On mnie podpiera, On mnie prowadzi. Słowo dzisiaj pokazuje nam kierunek – dać się poprowadzić Duchowi Świętemu przez ten czas.

Drugi moment w Ewangelii to ten, kiedy Pan Jezus był na pustyni przez 40 dni, nic nie jadł i był osłabiony. Dopiero wtedy przybywa kusiciel. Nie kusił go w czasie tych 40 dni, ale dopiero potem. Przychodzi do Niego ze swoimi trzema pokusami, które dotykają też konkretu naszego życia.

Zwracam uwagę, jak kusiciel formułuje swoją pokusę. Mówi: Jeśli jesteś Synem Bożym. To znaczy – czy ty wiesz, kim jesteś. Jezus wie, kim jest; nad Jordanem usłyszał od Ojca: Ty jesteś mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. To jest pytanie także i do nas – czy ty wiesz, kim jesteś. Jaka jest twoja tożsamość, czy ty wiesz, kim jesteś? To nie ludzie nam nadają tożsamość, tylko Pan Bóg – ludzie mają ją potwierdzić. Tak jak Ojciec potwierdził Jezusa, tak my chcemy być potwierdzani. Różnie bywa w naszym życiu, ale Pan Bóg nam mówi: Ty jesteś moją córką, moim synem umiłowanym. Jesteśmy wszczepieni w Jezusa, więc słyszymy te same słowa, które słyszy Jezus.

Potrzebuję uwierzyć, że jestem dzieckiem Boga, że naprawdę jestem dzieckiem Boga. Jezus jest Synem Bożym przez naturę, ponieważ On jest Bogiem. Ja jestem dzieckiem Boga przez łaskę, nie przez naturę, ale takim samym dzieckiem Boga, jak Jezus, takim samym synem i córką, jak jest Jezus. Czy ja w to wierzę?

I wracając do początku tej mojej konferencji – mówiłem, że rekolekcje to czas scalania, pozbierania nas, zjednoczenia nas, takiego wewnętrznego pojednania. I wierzę, że Pan Bóg będzie to robił w nas w tych rekolekcjach. Różne nasze części, różne kawałki z nas, to, z czego jesteśmy utworzeni, może bardzo rozproszone – nasze intencje, pragnienia, myśli, motywacje, uczucia, rozum, wartości, którymi żyjemy, sumienie, nasza pamięć, to wszystko może ciągnąć w swoją stronę, dzięki czemu możemy czuć wewnętrzny chaos. Bóg będzie robił wszystko, aby nas pojednać, po to, byśmy wiedzieli, kim jesteśmy, aby cały człowiek szedł w jednym kierunku: oddać chwałę Panu Bogu.

Kusiciel będzie do nas przychodził z pokusami, nie jesteśmy od tego wolni. Nie ma po co się modlić, żeby pokusy odeszły, ponieważ są one wpisane w nasze życie. Potrzebujemy modlić się o odwagę stawiania granic wszelkim pokusom w nas, odwracania się od pokus. Nie chodzi o to, żeby z nimi walczyć, ale żeby się od nich odwracać tak, jak od grzechu. Odwracać się od nich, nie iść w ich stronę, chociaż będą nęcić i kusić. Gdy Bóg będzie we mnie dokonywał scalenia, pojednania wewnętrznego, ja będę wiedział, kim jestem – że naprawdę jestem Jego dzieckiem. A wtedy, gdy przyjdzie kusiciel z pokusami, ja będę miał moc i siłę na to, żeby im postawić granice. Dlaczego? Bo wiem, kim jestem.

W opisie męki w Ewangelii św. Jana Jezus dwa razy mówi: Ja jestem. Kiedy przychodzi Judasz i kiedy przychodzą żołnierze, Jezus pyta: Kogo szukacie? Odpowiadają: Jezusa z Nazaretu. Jezus odpowiada dwukrotnie: Ja jestem. W kolejnym rozdziale Piotr stoi na dziedzińcu, grzeje się i jest pytany: Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? Piotr dwa razy odpowiada: Nie jestem. Jezus mówi: Ja jestem, a Piotr mówi: Nie jestem. Jezus wie, kim jest, Piotr zaś nie wie, kim jest. Pan Bóg bardzo chce, abyśmy wiedzieli, kim jesteśmy, abyśmy znali naszą tożsamość, którą możemy ofiarować Panu Bogu, dać siebie. Kiedy ja wiem, kim jestem, mogę siebie Bogu ofiarować. Kiedy nie wiem, kim jestem, to błądzę.

W jednym z czytań padają słowa: ojciec mój, tułacz Aramejczyk (Pwt 26, 5). W starszych przekładach znajdujemy tłumaczenie: Aramejczyk błądzący. My czujemy się czasem jak błądzący ludzie. Rekolekcje chcą mi pomóc odnaleźć się, żebym wiedział, kim jestem, by moim życiem oddawać chwałę Bogu. Święty Ignacy mówił, żeby wszystko czynić na większą chwałę Pana Boga, że to jest cel człowieka – chwalić Pana Boga, czcić Go i służyć Mu we wszystkim, co stanowi moje życie.

Mam poczucie, że Pan Bóg przygotował dla nas bardzo ciekawą, poruszającą drogę rekolekcji o tytule „Jak żyć, czyli szukać i znajdować Boga we wszystkim”. Najpierw zaczynając od siebie – szukać i znajdować Go w tym, kim ja jestem, odnajdując swoją tożsamość w Bogu, który daje mi się cały w tych rekolekcjach. Potrzebuję tylko otworzyć serce, otworzyć ręce, uszy na słuchanie Jego Słowa. I być uległym temu wszystkiemu, co On będzie chciał dla mnie uczynić.

Transkrypcja pochodzi z pierwszej konferencji serii „JAK ŻYĆ? Czyli szukać i znajdować Boga we wszystkim”